Jeszcze kilka lat temu second handy znikały z krajobrazu handlowego – w tempie 2 tys. sklepów rocznie. Ten trend się odwrócił i na brak klientów sklepy z używanymi ubraniami nie narzekają.
Zmieniają się przy tym powody, dla których klienci zaglądają do second handów.
Na początku XXI wieku second handy były jedynymi sklepami, w których przeciętnie zarabiający Polak mógł kupić zachodnie – więc powszechnym mniemaniu lepsze – ubrania. Sklepy kusiły informacjami o oryginalnych ubraniach z Wielkiej Brytanii czy Skandynawii, a Polacy szukali spodni czy kurtek, w których poczują się jak bogatsi kuzyni z Zachodu.
W sklepach z używanymi ubraniami kupowali także ci, dla których nowe ubrania ze sklepów czy bazarów były za drogie. 20 lat temu w każdej chyba gminie działał przynajmniej jeden second hand, a wejście do niego u niektórych klientów wiązało się z poczuciem wstydu. Po latach wiele się zmieniło. Liczba sklepów z używanymi ubraniami spadła, ale ustabilizowała się na poziomie 13,9 tys. Doszła trzecia motywacja kupujących: niechęć do generowania zanieczyszczeń, które są skutkiem produkcji odzieży.